Nieraz zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej wrócić do męskiej organizacji firmy (no poza Anką, bez której nie wyobrażam sobie tego biznesu). Z drugiej strony dziewczyny, które dokładamy do projektów dają im damskie spojrzenie co nieraz ma zbawienny wpływ. Kiedyś zaobserwowałem , że kiedy robimy projekty dla firm, gdzie projekt zatwierdzają kobiety nieraz trudno nam się idealnie wpasować w ich oczekiwania (nieraz to kwestia ich marudności, a nieraz tego, że nie potrafimy do końca "wejść" w ich sposób myślenia). Pierwszy pomysł był prosty; dobrać do projektu zdolne kobiety, wystawić je do kontaktów z klientkami i tyle. I hm.. pomysł okazał się nie do końca trafiony, a właściwie było jeszcze gorzej. Zastanawialiśmy się o co w tym chodzi, bo pomysły były b. dobre i pod damskie spojrzenie. Szybko (choć niechcący) wpadliśmy na to, że najlepiej to działa jak na spotkania chodzą faceci i ustalają wszystko, a projektują dziewczyny, które są w tle i klientki ich nie widzą. To było bingo. Sprawdza się w 8 na 10 przypadkach, więc nie ma co drzwi wyważać. Zastosowaliśmy ten sam patent w drugą stronę i sprawdza się też, chociaż z trochę mniejszą skutecznością. Może dlatego też, między innymi, szkoda mi się pozbyć tych barwnych dziewczyn, które pracują dobrze i są naprawdę twórcze, choć mieszają w naszych głowach i nie tylko. Gdyby to była zwykła firma i proste relacje może byłobyb to łatwiejsze.
Znamy się jak łyse konie i wolę nieraz te karkołomne związki, ale pewność, że możemy na sobie polegać, a to co robimy wszyscy rozumiemy i podobnie myślimy, niż mieć proste relacje i gówniane projekty. Mogę wyjechać na 3 miesiące i wiem, że nic się nie stanie, świat się nie zawali, a wszyscy będą pracować i robić swoje i nawet Ci którzy mają "dziwne relacje" pracują tak, że daj Panie Boże każdemu.
Dzisiaj pytałem Ankę jak się czuje. Spanikowała przez chwilę. Janusz jeszcze nie wie. Mam nadzieję, że Paweł sypnął tylko do mnie. Anka poprosiła o 2 dni wolnego, bo chce mu to powiedzieć w jakimś ważnym dla nich miesjcu. Nie pytam, boję się, co z tego wyniknie, chociaż dla mnie ewentualnie tyle, że będą nie do życia i zajmą się bardziej patrzeniem w okno niż pracą. Trudno, przeżyjemy. Wszystko co mogłem przełożyłem na październik, więc teraz kończymy jakieś dorbiazgi na pół gwizdka.
Jestem rozdrażniony, ale to już inna sprawa.