Rachunek sumienia zrobiłem już 100 razy. Kilka razy przedłużałem weekendy o poniedziałki nie mówiąc o tym w domu. Odkryłem, że potrafię przesiedzieć w kawiarnianym ogródku kilka godzin patrząc na snujących się Nowym Światem ludzi. Cała aktywność sprowadzała się do krótkich rozmów telefonicznych z chłopakami w firmie. Nikt o nic nie pytał, nastrój wakacji i powrotów z urlopów wszystkich wyluzował, nawet w końcu w projektach z ulgą odnotowaliśmy zastój. Siedziałem w te poniedziałki jak na wagarach i nabierałem spokoju. Kiedy zaczynałem mieć go zbyt wiele zazwyczaj odzywał sie sygnał smsa. "Przysyłaj choć puste koperty" mogłem gwizdać spokojnie. Weronika nieraz wysyłała kilka słów, nieraz puste smsy, nie dawała zapomnieć. Nieraz pozwalałem wrócić myślom do naszego spotkania urwanego w czasie jej służbowego przyjazdu. Jeśli nie przestanę o tym myśleć, będę potencjalnym kandydatem do zawału. Nauczyłem się nie reagować na te jej słowa z sms-ów i odsłuchiwanych rozmów z poczty głosowej. To Weronika nadaje rytm temu szaleństwu. Tylko raz, gdy długo nie dzwoniła napisałem. Odpisała dopiero następnego dnia co mnie potwornie rozdrażniło. Potem ją usłyszałem, była kłębowskiem złości, pożądania i niepokoju. Cała Weronika.
W firmie serial meksykańsko-brazylijski trwa. Janusz zdystansował się do sytuacji, powierzchownie przynajmniej. Anka atakowała jak mały wściekły skorpion przy każdej okazji. Janusz chudnie, myślę, że wrzody ma jak pięści, ale udawał twardziela. Do czasu... gdy do projektu zaprosiłem Pawła i jego przyjaciółkę. Paweł ma średnio raz na kwartał nową przyjaciółkę. To co dziewczyny łączy to zawsze staranne wykształcenie w tym samym co my kierunku (genialne przy projektach) i ponadprzeciętna uroda. W Pawle chyba coś jest co zwiotcza kobiety, bo koledzy skrupulatnie separują go od swoich żon i kochanek. Po przyjściu do nas liczyłem na kolejny taniec kogutów i padanie do nóżek, ale zamiast tego oniemieliśmy jak drugiego dnia Paweł nie zwracajac uwagi na złe spojrzenia "swojej kobiety" zaczął zmiękczać Ankę. W Januszu zawrzało. Anka z jednej strony lekko sie spłoszyła. Kobieta Pawła wyszła parę minut po 16.00 do dentysty, a my dzielnie pracowaliśmy. Późnym popołudniem Anka już była na tyle zmiękczona, że kiedy Paweł zaproponował jej podwiezienie wyskoczyła zza biurka bardzo gorliwie. Następne dwa tygodnie przekroczyły scenariusz telenoweli. Janusz nadskakujący kobiecie Pawła, Paweł adorujący Ankę, Anka całkiem zdezorientowana, kobieta Pawła siadająca Januszowi na kolanach i reszta zespołu, która to wchodziła w ten kołowrót to z niego się wyplątywała.
Po trzech tygodniach miałem dosyć. Poprosiłem Pawła o rozmowę. Popijając coś w kawiarnianym ogródku Paweł zarykiwał się ze śmiechu, a ja miałem chyba bardzo głupkowatą minę. "Kobieta Pawła" okazała się być jego kobiety "prawdziwej" siostrą. Paweł był tak miły, że zgodził się wprowadzić ją do naszej firmy, bo tej wpadł dawno w oko Leszek. Leszek jednak okazał się jednak odporny na jej wdzięki i zaczęła smażyć cholewki do bogu ducha winnego Janusza, a Janusz kiedy zauważył jak Anka poddaje się Pawłowi na zasadzie "na złość babci" pozwalał się adorować. A Anka? Anka znalazła w Pawle powiernika, bo primo znają się od kilku lat z angielskiego, a secundo przecież kobieta samotna w .... ciąży...jest jeszcze bardziej samotna. Tu zadławiłem się piwem tak solidnie, że mało nie straciłem życia.
Teraz Weronika i jej cała zmysłowość jest daleko. Za daleko. Konsekwentnie milczę. I jest blisko bardziej niż to możliwe.