Zaglądam tu jakbym wchodził do domu, w którym zmarł ktoś bliski. Tak się czuję. Ukatrupiłem siebie. Sam nie wiem czy odrodziłem się na nowo czy jestem demonem. Historia moja i Weroniki w zahasłowanym pliku wije się w laptopie. Nieraz nachodzi mnie chęć żeby obnażyć ją i siebie światu. Może teraz, gdy uporaliśmy się z czymś na kształt restrukturyzacji w firmie ...może. Restrukturyzacja na szczęście nie miała podłoża kryzysu finansowego (jak na ironię losu) tylko kryzysu egzystencjalnego nie tylko mojego zresztą. Od tygodnia Agnieszka pracuje na stałe za Ankę, która nie wróci, choć zawsze ma miejsce jeśli zmieni zdanie. Już sam nawet sobie nie obicuję , że opiszę to wszystko po ludzku.
skomentuj (8)Wbrew pozorom nadal żyję i oddycham. Nie zabił mnie ten rok, nie wzmocnił. Zmienił? Na pewno.
skomentuj (10)
No i wszystko (prawie) wróciło na swoje tory, choć najwyraźniej w międyzczasie ktoś jednak zwrotnicę przestawił. W październiku skończyła się taryfa ulgowa i wpadliśmy w młyn w firmie po uszy, a ja dodatkowo po 3 tygodniach września w rozjazdach musiałem opanować to co sie nazbierało i nadrobić zalgłości rodzinne. Kryzys światowy jeszcze nas nie dopadł, ale dmuchając na zimne wzięliśmy wszystkie zlcenia, które się dało nie marudząc zbytnio i postanowiliśmy popracować na wszelki wypadek na wyrost, gdyby nadszedł gorszy rok. Anioł Stróż nade mną czuwał i część akcji dawno kupionych spieniężyłem przed spadkami. Nie to żebym był geniuszem rynku, po prostu tak wyszlo.
Janusz mi kolejny raz zaimponował klasą, ale i zdrowym rozsądkiem. Informację o ciąży Anki przyjął podobno spokojnie, choć Anka była zawiedziona, że bez euforii tłumacząc jej, że jakoś dadzą radę w nowej sytuacji, ale nic nie deklarując. Minę jednak miał sfinksa, a ponieważ znam go już kopę lat, to przypatrywałem mu się z zainteresowaniem. Wychodził z pracy jakby spieszył się bóg wie gdzie, Anka patrzyła z posępną miną, bo tylko przelotnie całował ją w czoło i tyle go widzieliśmy. Bomba gruchnęła w tamtym tygodniu. W poniedziałek powiedział, że nie będzie go 3 dni. Dostałem lekkiego wysieku, bo roboty w bród, ale był zdenerwowany najwidoczniej i tylko patrzył na mnie i powtarzał "Zrozum muszę, wsystko Ci potem wytłumaczę". A na koniec "Dbaj o Anke, proszę". Nawet odrobinę mnie przestraszył tą prośbą. Do Anki przez te dni nie dzwonił, sam nie odbierał telefonu. Anka do pracy przychodzi, bo juz nie ma sensacji i ślicznie wygląda więc pracuje, a my ją oszczędzamy.
W czwartek Janusz niespodziewanie przyszedł około 14.00. Był totalnie wymęczony i poszarzały, ale przyniósł największą flaszkę "jasia wędrowniczka" jaką widziałem i zakomunikował, że po pracy ma niespodziankę. Kazał zostawić samochody i ruszyliśmy za nim w nieznane. W pewny momencie, kazał nam sie zatrzymać, zawiązał Ance oczy apaszką i już wiedziałem co go tak zajmowało. Weszliśmy na klatkę schodową bardzo zadbanej kamienicy, na pierwszym piętrze wyjął pęk kluczy i otworzył drzwi do mieszkania. Pachniało farbą i drewnem. Zdjął Ance apaszkę i powiedział już radośnie, teraz to jest ich kawałek świata. Dalej było dużo łez - Anki i toastów - naszych.
A jednak była jeezcze jedna bomba. Janusz ukląkł przed Anką, podał jej wiecheć kwiatów i kopertę. Anka otworzyła, przeczytała, pobladła i rozpłakała się na dobre. Trochę emocji jej funduje, nie da sie ukryć. Koperta przepustyką do nowego życia - akt rozwodu.
Następnego dnia z łupiącą od "jasia" czaszką poszliśmy na piwo. Już spokojnie Janusz opowiedział o rozmowie z Anką, potem ze swoimi rodzicami, na koniec z żoną. Okazało się, że z powodów jakiś jej interesów, o których nigdy Janusz nie wspominał, biroąc ślub te x lat temu musieli taktycznie zrobić rozdzielność. Teraz Janusz błogosławił tą sytuację. Dwie noce przekonywał ją, że jak się dogadaja to oboje na tym mniej stracą, bo on i tak już z nią nie będzie, a o dzieciaki będzie walczył i tak do końca dni. Chyba argumenty miał, bo nastepnego dnia zlożył pozew i po znajomości po 30 dniach bez ociągania była rozprawa. Okazuje sie, że wszystko może odbyć się za jednym zamachem, przy odrobinie dobrej woli sędziów, no i może lekkim znajomościom. Na informację o wysokości alimentów jęknąłem. W czasie jego gehenny sądowej, brat załatwił mieszkanie, remont i takie tam duperele. I tak zaczyna wszystko od nowa.
Spotkałem sie z Weroniką.... dwukrotnie. Ale nadal nie potrafię o tym pisać.
Nieraz zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej wrócić do męskiej organizacji firmy (no poza Anką, bez której nie wyobrażam sobie tego biznesu). Z drugiej strony dziewczyny, które dokładamy do projektów dają im damskie spojrzenie co nieraz ma zbawienny wpływ. Kiedyś zaobserwowałem , że kiedy robimy projekty dla firm, gdzie projekt zatwierdzają kobiety nieraz trudno nam się idealnie wpasować w ich oczekiwania (nieraz to kwestia ich marudności, a nieraz tego, że nie potrafimy do końca "wejść" w ich sposób myślenia). Pierwszy pomysł był prosty; dobrać do projektu zdolne kobiety, wystawić je do kontaktów z klientkami i tyle. I hm.. pomysł okazał się nie do końca trafiony, a właściwie było jeszcze gorzej. Zastanawialiśmy się o co w tym chodzi, bo pomysły były b. dobre i pod damskie spojrzenie. Szybko (choć niechcący) wpadliśmy na to, że najlepiej to działa jak na spotkania chodzą faceci i ustalają wszystko, a projektują dziewczyny, które są w tle i klientki ich nie widzą. To było bingo. Sprawdza się w 8 na 10 przypadkach, więc nie ma co drzwi wyważać. Zastosowaliśmy ten sam patent w drugą stronę i sprawdza się też, chociaż z trochę mniejszą skutecznością. Może dlatego też, między innymi, szkoda mi się pozbyć tych barwnych dziewczyn, które pracują dobrze i są naprawdę twórcze, choć mieszają w naszych głowach i nie tylko. Gdyby to była zwykła firma i proste relacje może byłobyb to łatwiejsze.
Znamy się jak łyse konie i wolę nieraz te karkołomne związki, ale pewność, że możemy na sobie polegać, a to co robimy wszyscy rozumiemy i podobnie myślimy, niż mieć proste relacje i gówniane projekty. Mogę wyjechać na 3 miesiące i wiem, że nic się nie stanie, świat się nie zawali, a wszyscy będą pracować i robić swoje i nawet Ci którzy mają "dziwne relacje" pracują tak, że daj Panie Boże każdemu.
Dzisiaj pytałem Ankę jak się czuje. Spanikowała przez chwilę. Janusz jeszcze nie wie. Mam nadzieję, że Paweł sypnął tylko do mnie. Anka poprosiła o 2 dni wolnego, bo chce mu to powiedzieć w jakimś ważnym dla nich miesjcu. Nie pytam, boję się, co z tego wyniknie, chociaż dla mnie ewentualnie tyle, że będą nie do życia i zajmą się bardziej patrzeniem w okno niż pracą. Trudno, przeżyjemy. Wszystko co mogłem przełożyłem na październik, więc teraz kończymy jakieś dorbiazgi na pół gwizdka.
Jestem rozdrażniony, ale to już inna sprawa.
Rachunek sumienia zrobiłem już 100 razy. Kilka razy przedłużałem weekendy o poniedziałki nie mówiąc o tym w domu. Odkryłem, że potrafię przesiedzieć w kawiarnianym ogródku kilka godzin patrząc na snujących się Nowym Światem ludzi. Cała aktywność sprowadzała się do krótkich rozmów telefonicznych z chłopakami w firmie. Nikt o nic nie pytał, nastrój wakacji i powrotów z urlopów wszystkich wyluzował, nawet w końcu w projektach z ulgą odnotowaliśmy zastój. Siedziałem w te poniedziałki jak na wagarach i nabierałem spokoju. Kiedy zaczynałem mieć go zbyt wiele zazwyczaj odzywał sie sygnał smsa. "Przysyłaj choć puste koperty" mogłem gwizdać spokojnie. Weronika nieraz wysyłała kilka słów, nieraz puste smsy, nie dawała zapomnieć. Nieraz pozwalałem wrócić myślom do naszego spotkania urwanego w czasie jej służbowego przyjazdu. Jeśli nie przestanę o tym myśleć, będę potencjalnym kandydatem do zawału. Nauczyłem się nie reagować na te jej słowa z sms-ów i odsłuchiwanych rozmów z poczty głosowej. To Weronika nadaje rytm temu szaleństwu. Tylko raz, gdy długo nie dzwoniła napisałem. Odpisała dopiero następnego dnia co mnie potwornie rozdrażniło. Potem ją usłyszałem, była kłębowskiem złości, pożądania i niepokoju. Cała Weronika.
W firmie serial meksykańsko-brazylijski trwa. Janusz zdystansował się do sytuacji, powierzchownie przynajmniej. Anka atakowała jak mały wściekły skorpion przy każdej okazji. Janusz chudnie, myślę, że wrzody ma jak pięści, ale udawał twardziela. Do czasu... gdy do projektu zaprosiłem Pawła i jego przyjaciółkę. Paweł ma średnio raz na kwartał nową przyjaciółkę. To co dziewczyny łączy to zawsze staranne wykształcenie w tym samym co my kierunku (genialne przy projektach) i ponadprzeciętna uroda. W Pawle chyba coś jest co zwiotcza kobiety, bo koledzy skrupulatnie separują go od swoich żon i kochanek. Po przyjściu do nas liczyłem na kolejny taniec kogutów i padanie do nóżek, ale zamiast tego oniemieliśmy jak drugiego dnia Paweł nie zwracajac uwagi na złe spojrzenia "swojej kobiety" zaczął zmiękczać Ankę. W Januszu zawrzało. Anka z jednej strony lekko sie spłoszyła. Kobieta Pawła wyszła parę minut po 16.00 do dentysty, a my dzielnie pracowaliśmy. Późnym popołudniem Anka już była na tyle zmiękczona, że kiedy Paweł zaproponował jej podwiezienie wyskoczyła zza biurka bardzo gorliwie. Następne dwa tygodnie przekroczyły scenariusz telenoweli. Janusz nadskakujący kobiecie Pawła, Paweł adorujący Ankę, Anka całkiem zdezorientowana, kobieta Pawła siadająca Januszowi na kolanach i reszta zespołu, która to wchodziła w ten kołowrót to z niego się wyplątywała.
Po trzech tygodniach miałem dosyć. Poprosiłem Pawła o rozmowę. Popijając coś w kawiarnianym ogródku Paweł zarykiwał się ze śmiechu, a ja miałem chyba bardzo głupkowatą minę. "Kobieta Pawła" okazała się być jego kobiety "prawdziwej" siostrą. Paweł był tak miły, że zgodził się wprowadzić ją do naszej firmy, bo tej wpadł dawno w oko Leszek. Leszek jednak okazał się jednak odporny na jej wdzięki i zaczęła smażyć cholewki do bogu ducha winnego Janusza, a Janusz kiedy zauważył jak Anka poddaje się Pawłowi na zasadzie "na złość babci" pozwalał się adorować. A Anka? Anka znalazła w Pawle powiernika, bo primo znają się od kilku lat z angielskiego, a secundo przecież kobieta samotna w .... ciąży...jest jeszcze bardziej samotna. Tu zadławiłem się piwem tak solidnie, że mało nie straciłem życia.
Teraz Weronika i jej cała zmysłowość jest daleko. Za daleko. Konsekwentnie milczę. I jest blisko bardziej niż to możliwe.
Świat na zmianę trzęsie się w posadach i popada w letarg. Chyba dojrzałem, żeby te dwa miesiące opisać może znowu w głowie poukładam tę lawinę. Jestem bogatszy o tyle o ile jestem uboższy.
skomentuj (9)
Zamiasta wakacyjnej posuchy w interesach, firma pracuje na najwyższych obrotach. Chyba wszyscy jesteśmy już zmęczeni. Znowu odświeżyliśmy zespół do projektu, tym razem zaparłem sie, że przyjmujemy faceta, zresztą naszego sprawdzonego kolegę, bo ostatnie tańce godowe wokół naszej nowej koleżanki za bardzo rozprężyły zespół. Na szczęście koleżanka jest już "oswojona" i taniec kogutów troszkę osłabł.
Janusz wrócił wyraźnie wypoczęty i zrelaksowany. Wrócił dzień wcześniej niż się go spodziewaliśmy. Wszedł akurat, gdy z Anką opowiadalismy sobie o Bieszczadach, w które Anka się wybiera. Wejście Janusza było tak niespodziewane, że Anka zamilkła i nie zdołała ukryć zaskoczenia. Była zdenerwowana, przygryzała usta. Janusz za to tryskał humorem patrząc na nasze zbaraniałe miny. Przyniósł nam słój oliwek, suszone pomidory i moją ulubioną Metaxę. Ankę trtaktował jakby była trochę przrzroczysta i jakby nic nigdy między nimi nie było. Była dzielna, choć widać było każdy mięśnień na jej twarzy. Dziwny to był spektakl. Oczywiście o pracy nie było mowy, Janusz opowiadał śmieszne historyjki, wszyscy zarykiwali się ze śmiechu.
Praca w kąt, kontynuowaliśmy w knajpie do 2 w nocy, Anka dzielnie dotrwała do końca. Janusz nawet chyba nie zamienił z nią słowa. Parę minut po drugie byliśmy z Januszem we dwójkę, Janusz zapalił i po prostu powiedział; zajebiście kocham Ankę, nie rozwiodę się, nie dostane rozwodu. Próbowałem przez dwa tygodnie o tym gadać z żoną. Jak się uprę to dopnę swego, potrwa to kilka lat, i zacznę od nowa, o łatwym kontakcie z dzieckiem mogę zapomnieć. Anka jest młoda, piękna i mądra nie mam prawa jej narażać na to co moja żona jej zgotuje, a ona nie odpuści. Pozostaje mi tylko udać swurwysyna, nieczułego na Anki wdzięki. Jak nie odpuści to ja odejdę z firmy. Kurwa, nie sądziłem że można kogos tak kochać."
Po tym wynurzeniu urżnął się do końca i radosny wyraz twarzy gdzieś odpłynął. Na koniec zapytał: "A jak tam Weronika?" Spojrzałem na niego i pomyślałem, że jest dla mnie jak brat. Szliśmy przez pól miasta i wylałem wszystko co we mnie siedziało.
Weronika przyjedzie do mnie za kilka dni, sama podjęła decyzję. Nie będę się cofał, bo muszę zobaczyć co czuję i coś musi się stać żeby to przełamać. Gówno mnie to obchodzi co kto myśli i jak to wygląda.
10 dni milczenia, brak potrzeby dzielenia się z kilmkolwiek tym co urosło we mnie jak wrzód. Temperatura wokół wszystkich i wszystko spowolniła. Anka przestała ryczeć, Janusz na wódce opowiedział historię, którą spokojnie mogłem dopasować do siebie po niewielkim retuszu. Poradziłem mu wzięcie urlopu, choć wiedziałem, że mamy rozgrzebane tematy i spadnie to na mnie. Ale widziałem, że poczuł ulgę. Ma całe 14 dni na przemyślenie co dalej. Poleciał na ciepłe wyspy, na totalne zadupie, więc będzie mógł przeglądać się w swojej pobabranej duszu dowoli. Po dwóch dniach dostałem sms-a, że morze nieprzyzwoicie ciepłe, wódka zimna, a żona w niebo wzięta. Kurwa, nie mam odwagi powiedzieć Ance, że nie poleciał sam. W piątek spytała czy nie wiem co się dzieje, bo nie dochodzą do Janusza sms-y. Wiem, ale nie chcę się w to wtrącąc. Wystarczy mi już własnych problemów, chociaż Anki mi jest żal.
Do zespołu dołączyła na kilka tygodni nasza koleżanka Ewa. Koledzy zdecydowanie ożywili się i uprawiają taniec godowy. Jak tak dalej pójdzie nie wyrobimy się z robotą na bank.
Weronika nie miała ostatnio czasu, więc konsekwentnie odczekałem. Zadzwoniła, że coś ma do załatwienia blisko mnie i będzie w czwartek. Czułem ,że kręci, że żadnego spotkania nie ma. Potrzymałem ją kilka godzin w niepewności. Zadzwoniłem w środę z pytaniem gdzie się spotkamy. Słowo hotel oblało mnie falą gorąca.
W Weronice walczą dwie Weroniki. Jedna odważna, namiętna, zmysłowa, która cholernie mnie pociaga i druga lekko zagubiona, zawstydzona, która nie potrafi się otworzyć i ta też pociagaja, ale w inny sposób. Nie umiem odpowiedzieć co w niej mnie tak kręci. Jest tak daleka od ideału, że tym bardziej sam siebie nie rozumiem. Doskonale nad sobą panuję do czasu kiedy Weronika nie znajduje się na wyciagnięcie ręki. Z ostatniego spotkania wyszedłem szybko całując ją w czoło. Czułem jej smutek i wzrok na plecach, kątem oka usta w podkowę. Nie odwróciłem się. Gdybym to zrobił spalałbym się tak samo. Granie prawdziwego twardziela przepłacam koleną paczka paierosów wypalonych w drodze do domu.
Zacząłem nad sobą panowac chociaż dla świata zewnętrznego, nie jest to jezcze pewfekcja, ale czuję, że to jedyny ratunek na razie, zanim sam się z sobą nie dogadam.
Sytuacja w firmie gęstnieje. Nie jestem zbyt wyczulony na takie sprawy, ale od sceny między Paniami w firmie można kroić powietrze nożem. Janusz pracuje z takim zapamiętaniem, że myślę, że jest klasycznym typem do zawału. Anka - sam nie wiem co z Anką, niby wydaje się niesamowicie wyciszona i smutna, z drugiej storny ma w oczach coś takiego, że daję sobie głowę uciąć, że ich związek ma się dobrze. A niech się ma. Co mi do tego. Od kilku dni w firmie pierwsze skrzypce gra Leszek. Po akcji z drzwiami, dwa dni obchodził Janusza dużym łukiem, dzisiaj przyniósł Ance różę. Konsternacja. Zareagowałem dając Januszowi i Leszkowi wspólną część projektu. Trudno, albo się zabiją albo sytuacja się oczyści.
Weronika dzwoni i uwodzi swoim głosem. Pozornie wszystko jest pod kontrolą. Mam ochotę ścisnąć ją aż do bólu i popatrzeć jej w oczy żeby spaliła się z zawstydzenia. Ona wie jak bardzo fizycznie odczuwam jej obecność. Ale jak mam nie odczuwać, kiedy widzę jak drży kiedy jest blisko. Kolejne spotkanie zakończyło sprawy zawodowe, przynajmniej na krótko. Jedyna fizyczność to uścisk na do widzenia, który skończył się zajebistą migreną. Znowu emocje. Poruszamy się znowu na granicy. Może pora mieć Weronikę do końca? Rozmawiamy, Weronika mówi zdecydowanie więcej, ale nie trajkocze, to co mówi ma sens. Ma błyskotliwość, która mnie pociąga. Wcale nie mniej niż jej pupa czy piersi.
Przed chwilą zajrzał Janusz (znowu zaczynamy pracować wieczorami i właściwie cieszę się z tego) i spytał czy nie wyskoczyłbym z nim jutro na szklaneczkę czegoś mocniejszego. Wyskoczę, czemu nie.
Od ostatniej awantury między Anką i żoną Janusza na pozór jest tak jakby sie nic nie stało. Na pozór i z przerwami na incydenty; kolega niewybrednie zażartował z relacji Janusza i Anki. Janusz powiedział co o nim myśli; krótko i na temat. Szklarz wstawił szybę - nie sądziłem, że Janusz tak potrafi trzasnąć drzwiami.