egoistyczny blog

Blog Egoistycznego pisany z powodu…

niewiarygodne, że to wszystko powraca. Tak wiele się zdarzyło. Tylko siwiejące pasemka zdradzają, jak wielkie emocje za mną…a przede mną…wracam :-)

Zaglądam tu jakbym wchodził do domu, w którym zmarł ktoś bliski. Tak się czuję. Ukatrupiłem siebie. Sam nie wiem czy odrodziłem się na nowo czy jestem demonem. Historia moja i Weroniki w zahasłowanym pliku wije się w laptopie. Nieraz nachodzi mnie chęć żeby obnażyć ją i siebie światu. Może teraz, gdy uporaliśmy się z czymś na kształt restrukturyzacji w firmie …może. Restrukturyzacja na szczęście nie miała podłoża kryzysu finansowego (jak na ironię losu) tylko kryzysu egzystencjalnego nie tylko mojego zresztą. Od tygodnia Agnieszka pracuje na stałe za Ankę, która nie wróci, choć zawsze ma miejsce jeśli zmieni zdanie. Już sam nawet sobie nie obicuję , że opiszę to wszystko po ludzku.

Żyję

10 komentarzy

Wbrew pozorom nadal żyję i oddycham. Nie zabił mnie ten rok, nie wzmocnił. Zmienił? Na pewno.

No i wszystko (prawie) wróciło na swoje tory, choć najwyraźniej w międyzczasie ktoś jednak zwrotnicę przestawił. W październiku skończyła się taryfa ulgowa i wpadliśmy w młyn w firmie po uszy, a ja dodatkowo po 3 tygodniach września w rozjazdach musiałem opanować to co sie nazbierało i nadrobić zalgłości rodzinne. Kryzys światowy jeszcze nas nie dopadł, ale dmuchając na zimne wzięliśmy wszystkie zlcenia, które się dało nie marudząc zbytnio i postanowiliśmy popracować na wszelki wypadek na wyrost, gdyby nadszedł gorszy rok. Anioł Stróż nade mną czuwał i część akcji dawno kupionych spieniężyłem przed spadkami. Nie to żebym był geniuszem rynku, po prostu tak wyszlo.

Janusz mi kolejny raz zaimponował klasą, ale i zdrowym rozsądkiem. Informację o ciąży Anki przyjął podobno spokojnie, choć Anka była zawiedziona, że bez euforii tłumacząc jej, że jakoś dadzą radę w nowej sytuacji, ale nic nie deklarując. Minę jednak miał sfinksa, a ponieważ znam go już kopę lat, to przypatrywałem mu się z zainteresowaniem. Wychodził z pracy jakby spieszył się bóg wie gdzie, Anka patrzyła z posępną miną, bo tylko przelotnie całował ją w czoło i tyle go widzieliśmy. Bomba gruchnęła w tamtym tygodniu. W poniedziałek powiedział, że nie będzie go 3 dni. Dostałem lekkiego wysieku, bo roboty w bród, ale był zdenerwowany najwidoczniej i tylko patrzył na mnie i powtarzał „Zrozum muszę, wsystko Ci potem wytłumaczę”. A na koniec „Dbaj o Anke, proszę”. Nawet odrobinę mnie przestraszył tą prośbą. Do Anki przez te dni nie dzwonił, sam nie odbierał telefonu. Anka do pracy przychodzi, bo juz nie ma sensacji i ślicznie wygląda więc pracuje, a my ją oszczędzamy.
W czwartek Janusz niespodziewanie przyszedł około 14.00. Był totalnie wymęczony i poszarzały, ale przyniósł największą flaszkę „jasia wędrowniczka” jaką widziałem i zakomunikował, że po pracy ma niespodziankę. Kazał zostawić samochody i  ruszyliśmy za nim w nieznane. W pewny momencie, kazał nam sie zatrzymać, zawiązał Ance oczy apaszką i już wiedziałem co go tak zajmowało. Weszliśmy na klatkę schodową bardzo zadbanej kamienicy, na pierwszym piętrze wyjął pęk kluczy i otworzył drzwi do mieszkania. Pachniało farbą i drewnem. Zdjął Ance apaszkę i powiedział już radośnie, teraz to jest ich kawałek świata. Dalej było dużo łez – Anki i toastów – naszych.
A jednak była jeezcze jedna bomba. Janusz ukląkł przed Anką, podał jej wiecheć kwiatów i kopertę. Anka otworzyła, przeczytała, pobladła i rozpłakała się na dobre. Trochę emocji jej funduje, nie da sie ukryć. Koperta przepustyką do nowego życia – akt rozwodu.
Następnego dnia z łupiącą od „jasia” czaszką poszliśmy na piwo. Już spokojnie Janusz opowiedział o rozmowie z Anką, potem ze swoimi rodzicami, na koniec z żoną. Okazało się, że z powodów jakiś jej interesów, o których nigdy Janusz nie wspominał, biroąc ślub te x lat temu musieli taktycznie zrobić rozdzielność. Teraz Janusz błogosławił tą sytuację. Dwie noce przekonywał ją, że jak się dogadaja to oboje na tym mniej stracą, bo on i tak już z nią nie będzie, a o dzieciaki będzie walczył i tak do końca dni. Chyba argumenty miał, bo nastepnego dnia zlożył pozew i po znajomości po 30 dniach bez ociągania była rozprawa. Okazuje sie, że wszystko może odbyć się za jednym zamachem, przy odrobinie dobrej woli sędziów, no i może lekkim znajomościom.  Na informację o wysokości alimentów jęknąłem. W czasie jego gehenny sądowej, brat załatwił mieszkanie, remont i takie tam duperele. I tak zaczyna wszystko od nowa.

Spotkałem sie z Weroniką…. dwukrotnie. Ale nadal nie potrafię o tym pisać.

Firma

6 komentarzy

Nieraz zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej wrócić do męskiej organizacji firmy (no poza Anką, bez której nie wyobrażam sobie tego biznesu). Z drugiej strony dziewczyny, które dokładamy do projektów dają im damskie spojrzenie co nieraz ma zbawienny wpływ. Kiedyś zaobserwowałem , że kiedy robimy projekty dla firm, gdzie projekt zatwierdzają kobiety nieraz trudno nam się idealnie wpasować w ich oczekiwania (nieraz to kwestia ich marudności, a nieraz tego, że nie potrafimy do końca „wejść” w ich sposób myślenia). Pierwszy pomysł był prosty; dobrać do projektu zdolne kobiety, wystawić je do kontaktów z klientkami  i tyle. I hm.. pomysł okazał się nie do końca trafiony, a właściwie było jeszcze gorzej. Zastanawialiśmy się o co w tym chodzi, bo pomysły były b. dobre i pod damskie spojrzenie. Szybko (choć niechcący) wpadliśmy na to, że najlepiej to działa jak na spotkania chodzą faceci i ustalają wszystko, a projektują dziewczyny, które są w tle i klientki ich nie widzą. To było bingo. Sprawdza się w 8 na 10 przypadkach, więc nie ma co drzwi wyważać. Zastosowaliśmy ten sam patent w drugą stronę i sprawdza się też, chociaż z trochę mniejszą skutecznością. Może dlatego też, między innymi, szkoda mi się pozbyć tych barwnych dziewczyn, które pracują dobrze i są naprawdę twórcze, choć mieszają w naszych głowach i nie tylko. Gdyby to była zwykła firma i proste relacje może byłobyb to łatwiejsze.

Znamy się jak łyse konie i wolę nieraz te karkołomne związki, ale pewność, że możemy na sobie polegać, a to co robimy wszyscy rozumiemy i podobnie myślimy, niż mieć proste relacje i gówniane projekty. Mogę wyjechać na 3 miesiące i wiem, że nic się nie stanie, świat się nie zawali, a wszyscy będą pracować i robić swoje i nawet Ci którzy mają „dziwne relacje” pracują tak, że daj Panie Boże każdemu. 

Dzisiaj pytałem Ankę jak się czuje. Spanikowała przez chwilę. Janusz jeszcze nie wie. Mam nadzieję, że Paweł sypnął tylko do mnie. Anka poprosiła o 2 dni wolnego, bo chce mu to powiedzieć w jakimś ważnym dla nich miesjcu. Nie pytam, boję się, co z tego wyniknie, chociaż dla mnie ewentualnie tyle, że będą nie do życia i zajmą się bardziej patrzeniem w okno niż pracą. Trudno, przeżyjemy.  Wszystko co mogłem przełożyłem na październik, więc teraz kończymy jakieś dorbiazgi na pół gwizdka.

Jestem rozdrażniony, ale to już inna sprawa.


Rachunek sumienia zrobiłem już 100 razy. Kilka razy przedłużałem weekendy o poniedziałki nie mówiąc o tym w domu. Odkryłem, że potrafię przesiedzieć w kawiarnianym ogródku kilka godzin patrząc na snujących się Nowym Światem ludzi. Cała aktywność sprowadzała się do krótkich rozmów telefonicznych z chłopakami w firmie. Nikt o nic nie pytał, nastrój wakacji i powrotów z urlopów wszystkich wyluzował, nawet w końcu w projektach z ulgą odnotowaliśmy zastój. Siedziałem w te poniedziałki jak na wagarach i nabierałem spokoju. Kiedy zaczynałem mieć go zbyt wiele zazwyczaj odzywał sie sygnał smsa. „Przysyłaj choć puste koperty” mogłem gwizdać spokojnie. Weronika nieraz wysyłała kilka słów, nieraz puste smsy, nie dawała zapomnieć.  Nieraz pozwalałem wrócić myślom do naszego spotkania urwanego w czasie jej służbowego przyjazdu. Jeśli nie przestanę o tym myśleć, będę potencjalnym kandydatem do zawału. Nauczyłem się nie reagować na te jej słowa z sms-ów i odsłuchiwanych rozmów z poczty głosowej. To Weronika nadaje rytm temu szaleństwu. Tylko raz, gdy długo nie dzwoniła napisałem. Odpisała dopiero następnego dnia co mnie potwornie rozdrażniło. Potem ją usłyszałem, była kłębowskiem złości, pożądania i niepokoju. Cała Weronika.

W firmie serial meksykańsko-brazylijski trwa. Janusz  zdystansował się do sytuacji, powierzchownie przynajmniej. Anka atakowała jak mały wściekły skorpion przy każdej okazji. Janusz chudnie, myślę, że wrzody ma jak pięści, ale udawał twardziela. Do czasu… gdy do projektu zaprosiłem Pawła i jego przyjaciółkę.  Paweł ma średnio raz na kwartał nową przyjaciółkę. To co dziewczyny łączy to zawsze staranne wykształcenie w tym samym co my kierunku (genialne przy projektach) i ponadprzeciętna uroda. W Pawle chyba coś jest co zwiotcza kobiety, bo koledzy skrupulatnie separują go od swoich żon i kochanek. Po przyjściu do nas liczyłem na kolejny taniec kogutów i padanie do nóżek, ale zamiast tego oniemieliśmy jak drugiego dnia Paweł nie zwracajac uwagi na złe spojrzenia „swojej kobiety” zaczął zmiękczać Ankę. W Januszu zawrzało. Anka z jednej strony lekko sie spłoszyła. Kobieta Pawła wyszła parę minut po 16.00 do dentysty, a my dzielnie pracowaliśmy. Późnym popołudniem Anka już była na tyle zmiękczona, że  kiedy Paweł zaproponował jej podwiezienie wyskoczyła zza biurka bardzo gorliwie. Następne dwa tygodnie przekroczyły scenariusz telenoweli. Janusz nadskakujący kobiecie Pawła, Paweł adorujący Ankę, Anka całkiem zdezorientowana, kobieta Pawła siadająca Januszowi na kolanach i reszta zespołu, która to wchodziła w ten kołowrót to z niego się wyplątywała.
Po trzech tygodniach miałem dosyć. Poprosiłem Pawła o rozmowę. Popijając coś w kawiarnianym ogródku  Paweł zarykiwał się ze śmiechu, a ja miałem chyba bardzo głupkowatą minę. „Kobieta Pawła” okazała się być jego kobiety „prawdziwej” siostrą. Paweł był tak miły, że zgodził się wprowadzić ją do naszej firmy, bo tej wpadł dawno w oko Leszek. Leszek jednak okazał się jednak odporny na jej wdzięki i zaczęła smażyć cholewki do bogu ducha winnego Janusza, a Janusz kiedy zauważył jak Anka poddaje się Pawłowi na zasadzie „na złość babci” pozwalał się adorować. A Anka? Anka znalazła w Pawle powiernika, bo primo znają się od kilku lat z angielskiego, a secundo przecież kobieta samotna w …. ciąży…jest jeszcze bardziej samotna. Tu zadławiłem się piwem tak solidnie, że mało nie straciłem życia.
 
Teraz Weronika i jej cała zmysłowość jest daleko. Za daleko. Konsekwentnie milczę. I jest blisko bardziej niż to możliwe.

Świat na zmianę trzęsie się w posadach i popada w letarg. Chyba dojrzałem, żeby te dwa miesiące opisać może znowu w głowie poukładam tę lawinę. Jestem bogatszy o tyle o ile jestem uboższy.

Zamiasta wakacyjnej posuchy w interesach, firma pracuje na najwyższych obrotach. Chyba wszyscy jesteśmy już zmęczeni. Znowu odświeżyliśmy zespół do projektu, tym razem zaparłem sie, że przyjmujemy faceta, zresztą naszego sprawdzonego kolegę, bo ostatnie tańce godowe wokół naszej nowej koleżanki za bardzo rozprężyły zespół. Na szczęście koleżanka jest już „oswojona” i taniec kogutów troszkę osłabł.

Janusz wrócił wyraźnie wypoczęty i zrelaksowany. Wrócił dzień wcześniej niż się go spodziewaliśmy. Wszedł akurat, gdy z Anką opowiadalismy sobie o Bieszczadach, w które Anka się wybiera. Wejście Janusza było tak niespodziewane, że Anka zamilkła i nie zdołała ukryć zaskoczenia. Była zdenerwowana, przygryzała usta. Janusz za to tryskał humorem patrząc na nasze zbaraniałe miny. Przyniósł nam słój oliwek, suszone pomidory i moją ulubioną Metaxę. Ankę trtaktował jakby była trochę przrzroczysta i jakby nic nigdy między nimi nie było. Była dzielna, choć widać było każdy mięśnień na jej twarzy. Dziwny to był spektakl. Oczywiście o pracy nie było mowy, Janusz opowiadał śmieszne historyjki, wszyscy zarykiwali się ze śmiechu.

Praca w kąt, kontynuowaliśmy w knajpie do 2 w nocy, Anka dzielnie dotrwała do końca. Janusz nawet chyba nie zamienił z nią słowa. Parę minut po drugie byliśmy z Januszem we dwójkę, Janusz zapalił i po prostu powiedział; zajebiście kocham Ankę, nie rozwiodę się, nie dostane rozwodu. Próbowałem przez dwa tygodnie o tym gadać z żoną. Jak się uprę to dopnę swego, potrwa to kilka lat, i zacznę od nowa, o łatwym kontakcie z dzieckiem mogę zapomnieć. Anka jest młoda, piękna i mądra nie mam prawa jej narażać na to co moja żona jej zgotuje, a ona nie odpuści. Pozostaje mi tylko udać swurwysyna, nieczułego na Anki wdzięki. Jak nie odpuści to ja odejdę z firmy. Kurwa, nie sądziłem że można kogos tak kochać.”

Po tym wynurzeniu urżnął się do końca i radosny wyraz twarzy gdzieś odpłynął.  Na koniec zapytał: „A jak tam Weronika?” Spojrzałem na niego i pomyślałem, że jest dla mnie jak brat. Szliśmy przez pól miasta i wylałem wszystko co we mnie siedziało.

Weronika przyjedzie do mnie za kilka dni, sama podjęła decyzję. Nie będę się cofał, bo muszę zobaczyć co czuję i coś musi się stać żeby to przełamać. Gówno mnie to obchodzi co kto myśli i jak to wygląda.

10 dni

19 komentarzy

10 dni milczenia, brak potrzeby dzielenia się z kilmkolwiek tym co urosło we mnie jak wrzód. Temperatura wokół wszystkich i wszystko spowolniła. Anka przestała ryczeć, Janusz na wódce opowiedział historię, którą spokojnie mogłem dopasować do siebie po niewielkim retuszu. Poradziłem mu wzięcie urlopu, choć wiedziałem, że mamy rozgrzebane tematy i spadnie to na mnie. Ale widziałem, że poczuł ulgę. Ma całe 14 dni na przemyślenie co dalej. Poleciał na ciepłe wyspy, na totalne zadupie, więc będzie mógł przeglądać się w swojej pobabranej duszu dowoli. Po dwóch dniach dostałem sms-a, że morze nieprzyzwoicie ciepłe, wódka zimna, a żona w niebo wzięta. Kurwa, nie mam odwagi powiedzieć Ance, że nie poleciał sam. W piątek spytała czy nie wiem co się dzieje, bo nie dochodzą do Janusza sms-y. Wiem, ale nie chcę się w to wtrącąc. Wystarczy mi już własnych problemów, chociaż Anki mi jest żal.
Do zespołu dołączyła na kilka tygodni nasza koleżanka  Ewa. Koledzy zdecydowanie ożywili się i uprawiają taniec godowy. Jak tak dalej pójdzie nie wyrobimy się z robotą na bank.

Weronika nie miała ostatnio czasu, więc konsekwentnie odczekałem. Zadzwoniła, że coś ma do załatwienia blisko mnie i będzie w czwartek. Czułem ,że kręci, że żadnego spotkania nie ma. Potrzymałem ją kilka godzin w niepewności. Zadzwoniłem w środę z pytaniem gdzie się spotkamy. Słowo hotel oblało mnie falą gorąca.
W Weronice walczą dwie Weroniki. Jedna odważna, namiętna, zmysłowa, która cholernie mnie pociaga i druga lekko zagubiona, zawstydzona, która nie potrafi się otworzyć i ta też pociagaja, ale w inny sposób. Nie umiem odpowiedzieć co w niej mnie tak kręci. Jest tak daleka od ideału, że tym bardziej sam siebie nie rozumiem. Doskonale nad sobą panuję do czasu kiedy Weronika nie znajduje się na wyciagnięcie ręki. Z ostatniego spotkania wyszedłem szybko całując ją w czoło. Czułem jej smutek i wzrok na plecach, kątem oka usta w podkowę. Nie odwróciłem się. Gdybym to zrobił spalałbym się tak samo. Granie prawdziwego twardziela przepłacam koleną paczka paierosów wypalonych w drodze do domu.

Zacząłem nad sobą panowac chociaż dla świata zewnętrznego, nie jest to jezcze pewfekcja, ale czuję, że to jedyny ratunek na razie, zanim sam się z sobą nie dogadam.

Emocje

2 komentarzy

Sytuacja w firmie gęstnieje. Nie jestem zbyt wyczulony na takie sprawy, ale od sceny między Paniami w firmie można kroić powietrze nożem. Janusz pracuje z takim zapamiętaniem, że myślę, że jest klasycznym typem do zawału. Anka – sam nie wiem co z Anką, niby wydaje się niesamowicie wyciszona i smutna, z drugiej storny ma w oczach coś takiego, że daję sobie głowę uciąć, że ich związek ma się dobrze. A niech się ma. Co mi do tego. Od kilku dni w firmie pierwsze skrzypce gra Leszek. Po akcji z drzwiami, dwa dni obchodził Janusza dużym łukiem, dzisiaj przyniósł Ance różę. Konsternacja. Zareagowałem dając Januszowi i Leszkowi wspólną część projektu. Trudno, albo się zabiją albo sytuacja się oczyści.

Weronika dzwoni i uwodzi swoim głosem. Pozornie wszystko jest pod kontrolą. Mam ochotę ścisnąć ją aż do bólu i popatrzeć jej w oczy żeby spaliła się z zawstydzenia. Ona wie jak bardzo fizycznie odczuwam jej obecność. Ale jak mam nie odczuwać, kiedy widzę jak drży kiedy jest blisko. Kolejne spotkanie zakończyło sprawy zawodowe, przynajmniej na krótko. Jedyna fizyczność to uścisk na do widzenia, który skończył się zajebistą migreną. Znowu emocje. Poruszamy się znowu na granicy. Może pora mieć Weronikę do końca? Rozmawiamy, Weronika mówi zdecydowanie więcej, ale nie trajkocze, to co mówi ma sens. Ma błyskotliwość, która mnie pociąga. Wcale nie mniej niż jej pupa czy piersi.
 
Przed chwilą zajrzał Janusz (znowu zaczynamy pracować wieczorami i właściwie cieszę się z tego) i spytał czy nie wyskoczyłbym z nim jutro na szklaneczkę czegoś mocniejszego. Wyskoczę, czemu nie.

Janusz

4 komentarzy


Od ostatniej awantury między Anką i żoną Janusza na pozór jest tak jakby sie nic nie stało. Na pozór i z przerwami na incydenty; kolega niewybrednie zażartował z relacji Janusza i Anki. Janusz powiedział co o nim myśli; krótko i na temat. Szklarz wstawił szybę – nie sądziłem, że Janusz tak potrafi trzasnąć drzwiami.

Możliwość przytulenia Weroniki jest bardzo przyjemna. Chciałbym żeby tęskniła i będzie tęskniła. Znowu więcej palę.

Pływałem, spałem, jadłem z córą lody, byłem na koncercie, uprawiałem seks i odpoczywałem. Nabrałem siły i ochoty do pracy. W poniedziałek postanowiłem swoim entuzjazmem zarazić ekipę, nawet się udało. Będziemy robić całkiem nowe rzeczy, może nie za większe pieniądze, ale za to z możliwością wyżycia się twórczego.

Spokojnie było do środy. Jeszcze rano nic nie zapowiadało burzy z piorunami. Anka była nerwowa, ale no-spa na jej biurku jest dla nas – samców, znakiem, że ma trudne dni i nie należy jej drażnić. Dostałem nawet rano genialną zieloną herbatę i ciasto jej roboty więc wydawało się, że jest ok. Około 11.00 usłyszałem podniesione głosy w sekretariacie. Wszedłem z myślą, że jakiś interesant się piekli i zbaraniałem. Za biurkiem stała blada jak ściana Anka, a vis a vis niej czerwona jak piwonia żona Janusza. Na mój widok umilkła. Z głupia frant powiedziałem „Cześć”. Żona Janusza odpowiedziała „Cześć” i wyszła z impetem trzaskając drzwiami. O nic nie spytałem, bo i po co. Wyciągnąłem z barku whiskacza i nalałem jej 2 cm do szklanki, wziąłem za rękę i wprowadziłem do mojego gabinetu, po drodze biorąc papier kuchenny. Posadziłem ją u siebie w fotelu i wyszedłem.

Poszedłem do Janusza, który siedział przy desce i coś zapamiętale kreślił. Zbyt zapamiętale. Spytałem czy nie chce iść do domu. Pokiwał głową i spytał czy puszczę Ankę. Koledzy dyskretnie milczeli pochyleni nad laptopami. Po pół godzinie w biurze nastała totalna cisza, w moim koszu była zaryczana rolka ręcznika.

Pomyślałem o Weronice. Nie miałem siły dzwonić.

Wczoraj zadzwoniłem do Weroniki. Spytałem czy chce się ze mną spotkać. Powiedziała, że „Wydaje jej się, że pamięta jeszcze mój zapach i to jak na nią patrzę”. Mnie się nie wydaje, pamiętam. Każdą minutę, jak klatkę po klatce. Powiedziałem jej o tym.  Nie wiem jakie będzie to spotkanie. Wiem, że chcę być blisko i nie obchodzi mnie jej wstyd, obawy, kompleksy. Potem przyszedł sms „Mnie też się nie wydaje, tak naprawdę wiem, pamiętam i czuję każdy dotyk i spojrzenie”.  Czuję , że zacząłem mieć pierwszy raz nad kimś taką władzę. Weronika…

Na spotkanie przyszedłem kilka minut po czasie. Weronika już siedziała. Widziałem ją z daleka jak w skupieniu pochyla sie nad jakimiś papierami. Szedłem bardzo wolnym krokiem i patrzyłem na nią z taka intensywnością jakby zaraz miała zniknąć. Kiedy Weronika na chwilę podniosła czujnie głowę aż wstrzymałem odech, ale zaraz pochyliła się znowu. Podszedłem do niej od tyłu i delikatnie zasłoniłem jej oczy. Odwróciła się gwałtownie z taką radością w oczach, że odebrało mi mowę. Śmiała się oczami, ustami, policzkami, ramionami, całą sobą. Patrzyłem jak się czerwieni i już spokojnie powiedziałem: „Nawet nie wiesz jak bardzo pragnąłem zobaczyć Cię w takich zaróżowionych policzkach”. Weronika śmiała się i łzy toczyły się ciurkiem. Chyba nigdy nie zrozumiem do końca kobiet. Fascynująca jest jej spontaniczność, jej zapach i smak delikatnej skóry na policzku. Omawialiśmy projekt, pokazywałem ostatecznie wybrane projekty z całą starannością i profesjonalizmem. Kiedy dotykałem jej kolana niechcący swoim na chwilę milknęła i zawstydzona spuszczała wzrok. Na do widzenia patrzyłem długo na nią. Nie miałem ochoty niczego mówić, żadnych obietnic spoktania, po prostu nic. Pocałowałem ją na do widzenia i odszedłem nie odwracając się, co kosztowało mnie tyle nieludzkiego wysiłku jakby pchał kulę ziemską. Wiem, że spotkamy się za kilka dni i to powinno być ostatnie służbowe spotkanie.
W autobusie, którym jechałem pierwszy raz od dawna, poczułem jej zapach z taką intensywnością, że odwróciłem się gwałtownie pewny, że jest obok. To była miła, młoda dziewczyna, w niczym nie przypominająca Wroniki. Wysiadłem na następnym przystanku bez sensu.

W pracy totalny zapieprz. Anka na zmianę płacze i zamyśla się. Wczoraj „przyłapałem” ją na awanturze z Januszem. Zamilkli na mój widok. Nie wiem o co poszło. Prywatne życie Anki nie interesuje mnie, ale powiedziałem, że w pracy ma być profesjonalna i nie wyżywać się na nikim. Przeprosiła mnie. Powiedziałem, że cały czas może na mnie liczyć. Anka mnie zaskoczyła zdaniem: „Chyba dorastam do poproszenia Cię o pomoc, ale jeszcze nie dzisiaj”. W czym mogę jej pomóc? Nie mam pojęcia. Przez chwilę pomyślałem, że chciałbym jej powiedzieć o Weronice, ale to tylko impuls, byłoby to nierozsądne.
 
Cztery dni bez Anki, bez pracy, bez Weroniki, bez papierów, za to z rodziną. Będę spał, pływał, spał, pływał i jadł lody cytrynowe, które obiecałem córce. Żona starannie zaplanowała 4 dni, cieszę się, że nie muszę nic planować. Weekend pełen niespodzianek i świetnej muzyki na torwarze, bo właśnie przypomniałem sobie, że w piątek idziemy posłuchać Knopflera. Deser muzyczny.

Anka

3 komentarzy

Poniedziałek pod znakiem Weroniki. Właściwie telefonicznie towarzyszyła mi przez niemal cały dzień. Świetny dzień. Wszystko było proste.
Wychodząc z pracy coś tam gwizdałem pod nosem i właściwie dopiero przy drzwiach wejściowych kątem oka zobaczyłem Ankę. A właściwie jej „psychiczną” nieobecność. Wróciłem, spojrzałem na nią, ale nie widziała. Kiedy się, do niej odezwałem drgnęła, jakby obudziła się z letargu i spojrzała takim smutnym wzrokiem, że aż wstrzymałem oddech. Spytałem ,czu potrzebuje mojej pomocy. Podziękowała i spróbowała wykrzesać odrobinę uśmiechu. Zaproponowałem żeby wyszła ze mną na jakiś spacer. Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem, ale zaczęla zbierać swoje rzeczy. Na spacerze trochę sie rozchmurzyła. Gadalismy o duperelach, potem odprowadziłem ją do tramwaju. Na do widzenia Anka powiedziała: „Dziękuję, że o nic nie pytałeś. Ten spacer był mi potrzebny”. „Mnie bardziej” – pomyślałem, ale nic nie powiedziałem.

We wtorek spojrzałem na Ankę ukratkiem, ale minę miała nadal smutną. Janusz przyniósł ptysie i zarządziłem spotkanie, nad którym podsumowaliśmy kwartał i z zadowoleniem poptrzyłem na zaskoczonych kolegów, gdy powiedziałem, że mamy nadwyżkę i dostają wszyscy niemałe premie. Ance oko się w końcu uśmiechnęło.

Środa, czwartek  – klienci, dom, jakieś urzędy, wywiadówka u młodego i z nadwyżki upatrzony przez żonę płaszcz z wiosennej kolekcji. W głowie…. .

Dzisiaj za oknem mam kwitnące wiśnie i w perspektywie weekend 2 tys. km stąd. Cieszę sie, chociaż jeszcze bardziej na myśl, że w poniedziałek Janusz miał Weronice oddać projekt, ale zrobimy jej niespodziankę. Jest pewna, że nie będzie mnie. Będę. I to sam, bez Janusza. Nie mogę sie doczekać tak bardzo, że czuję suchość w ustach.

Anka dzisiaj śpiewała w pracy :-).

Wiosna jednak.

Z daleka

7 komentarzy

Janusz zdziwił się trochę, że nie idę na spotkanie z Weroniką razem z nim. Wyłgałem się nagłym telefonem od klienta. Poprosiłem, żeby ją pozdrowił i życzyłem powodzenia. Zaklął, że gdyby wiedział, że idzie sam to umówiłby się w innym miejscu, ale było za późno więc przyjął wybrany lokal przeze mnie z komentarzem „Nie cierpię umawiać się w gwarnych miejscach, gdzie jestem na talerzu”. Zignorowałem i zająłem się papierami. Wyszedłem przed Januszem z biura. Od dwóch dni wiedziałem, że w miejscu, które wybrałem będę mógł widzieć Weronikę. Przez chwilę zastanowiłem się po co to robię? Przecież mogłem na to spotkanie iść albo nie pojawiać się wcale. Znowu coś próbuję sobie udowodnić?
Weronika była przed czasem, piła kawę i rozglądała się trochę nerwowo. Wyglądała ślicznie w zielonym. Widziałem jak Janusz podchodzi  i pomyślałem, że to powinienem być ja. Weronika przywitała się i nerwowo rozejrzała dokoła. Nawet z takiej odległości widziałem, że zdenerwowała się. Spotkanie trwało prawie 40 min. Weronika odchylała głowę, gdy sie śmiała (oj ten Janusz, pewnie jak zawsze czarujący) i pochylała się skupiona nad projektem. W ciagu długich 40 min. obejrzała się kilkadziesiąt razy dookoła, jakby przeczuwając moją obecność. Kiedy Janusz poprosił o rachunek, nie czekałem i wróciłem do biura. Janusz wrócił 20 min. po mnie.
Spotkanie było miłe – słwa Janusza. „Wszystko ustalone. Koleżanka prosiła żebym Cię uściskał. Gdzie ty przez ten czas trzymaleś takie pyszne ciastko?” Chyba zabiłem go wzrokiem, bo wycofał się do siebie.
Zadzwoniłem do Weoniki kiedy była w pociągu. Jej pierwsze zdanie brzmiało „Proszę, powiedz, że tam byłeś”. „Byłem” – powiedziałem i poczułem jak podnosi mi się ciśnienie. „Tęsknię” – powiedziała Weronika. „Jestem” – odpowiedziałem sam nie wiedząc co to znaczy.
Dzisiaj o 8.30 będę pił kawę z kardamonem i słuchał Weroniki. Do biura idę piechotą, pogoda genialna.

Od kilku dni biję sie sam z myślą czy powinienem o tym pisać, czy to w czymś pomoże, po jasną cholere obnażam swoje pieprzone historie przed obcymi ludźmi. Ekshibicjonizm, który ma mi pomoc zrozumieć samego samego siebie? Coś uspraswieliweiam, może licze, że ktoś jeszcze bardziej połamny przez swoją historię da mi rozgrzeszenie? Sam nie wiem, czemu to robię. Może któregoś dnia przestane tak samo nagle jak nagle zacząłem opisywać moją piekilną historię. Może.
Mijają już trzy tygodnie od tamtego spotkania, a ja cały czas je analizuję, minuta po minucie, nieraz przewijam tę historię w mózgu na przyspieszonych obrotach, do niektórych momentów wracam jakbym liczył znaleźć w nich drugie dno.
Jechałem do popielatego miasta i serio nie myślałem nic. Piłem w pociągu trzecią kawę tego ranka, piekielnie mocną i paskudnie nie przypominającą kawy. Jechałem i nie myśałem o tym co się wydarzy. Zero oczekiwań i myśli. Patrzyłem w monitor laptopa i wymyślałem koncepcję do następnego zlecenia, jakbym jechał na spoktanie biznesowe, a nie na spotkanie głosu, który tak mnie poniewierał i uzależniał od tych tygodni. Od czasu do czasu spoglądałem na dwie dziewczyny, które bez żadnego skrępowania opowiadały sobie o swoich podbojach klubowych, tak jakbym był przezroczysty. Podniosłem głowę znad monitora na dobre na staję przed celem. Cel był nieuchronny, pociąg nie mógł, nawet gdyby chciał, pojechać dalej. Wszystko na mnie było takie jak zawsze w środku tygodnia o tej porze, wszystko we mnie inne.
Na peron wysiadłem jako jeden z pierwszych pasażerów, nie czekałem, nie wypatrywałem. Stały starsze i młodsze kobiety i faceci. Uśmiechnęła się kiedy do niej dochodziłem tak, że nie mogłem się pomylić. Przytuliłem ją jakbym wracał z wojny i poczułem się kurewsko zmęczony i tak spokojny, chociaż serce wyskakiwało mi z gardła. Pomyślałem, że tak zostaniemy na wieki, w tym mieście, gdzie pewnie w każdej chwili ktoś znajomy może ją zobaczyć. Weronika była jak zwierzątko, trzymała mnie mocno i słyszałem jak nieziemsko wali jej serce i czułem jej zapach, który czuję zresztą do dziś.
Szliśmy bardzo szarą ulicą obok siebie, mówiła do mnie tym zmysłowym głosem i rumieniła sie ślicznie. Patrzyłem na nią i wiedzialem, że nie jest w stanie spojrzeć na mnie i jeszcze bardziej mnie to rozczulało. Nie, nie okazała się seks bombą, ani potworem. Urocza – to chyba najlepsze słowo. Nie wiedziałem gdzie idziemy, szedłem koło niej jakbym był w jakimś równoległym świecie. Pocałowałem ją chyba w dość niespodziewany dla niej sposób i dla mnie samego też. Bez żadnej dorabianej ideologii, po prostu poczułem tak silną chęć spróbowania jak smakuje, że objąłem ją i pocałowałem. Weronika nie chciała otworzyć oczu, a kiedy w końcu otworzyła zobaczyłem tak uśmiechnięte oczy, że zaniemówiłem. Spacer, kolejna kawa tym razem świetna – w miłej knajpce. Pewnie wyglądaliśmy jak starzy znajoimi, którzy wpadają w porze lunchu na kawę i ciastka. Trzy godziny minęły niepostrzeżenie, lekka panika czy zdążę na pociąg. Ostatni kwadrans biegiem przez miasto, Weronika stukała obcasami po nierównym chodniku. Na peron wbiegliśmy w ostatniej chwili, zdążyłem wskoczyć w momencie, gdy pociąg ruszał. Muśnięcie jej policzka w przelocie. Stałem patrząc przez okno na nią i widziałem nieruchomą Weronikę coraz mniejszą.  Nie machałem, nie miałem siły, Weronika też po prostu stała, aż nie zniknęła mi rozmyta w tle.
Wieczór był koszmarem i majstersztykiem oszukiwania wszystkiego i wszystkich. Najleszy seks z własną żoną w życiu. Kochałem ją i nienawidziłem jednocześnie. Nie dopuściłem Weroniki do mojego mózgu aż do czasu, gdy tylko ja nie spałem w domu.
Nie dzwoniłem przez 4 dni. Weronika też nie. Nie spałem pewnie więcej niż 3 godziny na dobę.  W pracy bez zmian, w domu sielsko. Czwartego dnia zadzwoniłem. To był dziwny telefon i dziwna Weromnika, ja też zreztą.
Potem telefon Weroniki. Zaczęło mnie to męczyć.  Znowu kilka dni bez Weroniki. Tak jakby nigdy jej nie było. Urodziny teściowej, naderwane ścięgno młodego, weekend w Kazimierzu z przyjaciółmi; kart, wino, rowery. Po weekndzie w poniedziałek przeglądałem pocztę w firmie i ostatnie zlecenia. Między nimi kartka z notatkami na temat projektu dla Weroniki. Zapomniałem,że obiecałem jej pomóc. Wykręciłem numer bez sekundy myślenia. Odezwała sie Weronika. Znowu ta, o któtej już myślałem, że nie pamiętam. Była tak zmysłowo i słodka mówiąc o pierdołach, że nie mogłem się oprzeć. Kiedy zapytałem czy pachnie tak jak wtedy wszystko znowu stanęło na głowie.
Za kilka dni Weronika ma przyjechać zobaczyć co Janusz dla niej zaprojektował. Janusz wie, że projektuje coś dla mojej znajomj, nie pyta. Nie wiem czy pójdę z nim na to spotkanie.
Nie wiem co będzie dalej i czy będzie dalej.
Dzisiaj przekroiłem grejpfruta w poprzek, ścisnąłem i patrzyłem jak sok spływa mi po dłoni i czułem zapach Weroniki. Tak, Weronika pachnie grejpfrutami.

Węzeł

9 komentarzy

Całkowicie jestem rozsypany. Nie miałem siły żeby spojrzeć na siebie z boku i opisać to co się dzieje. Jednak może jak spojrzę na rządki liter to łatwiej podejmę kolejne decyzje. Niektóre, miałem nadzieję, że podejmą się same, poza mną, ale to co było proste skomplikowało się, a to co wydawało się węłzem gordyjskim stało się proste. Pora zmierzyć sie z własną historią.

Miało być łatwiej… miało. A jest? Trudniej niż kiedykolwiek.

Sobota była zaplanowana; kawa, czekolada z chilli, święty spokój, podsumowanie tego co przerosło mnie. Sobotnie śniadanie z rodziną przy stole i uśmiechniętą żoną było miłe, izolowanie dwóch światów przyszło mi łatwiej niż dotychczas. Mocno korzenne ciasteczka ulepiopne łapkami córki smakowały znakomicie. Przez chwilę zrobiło mi sie przykro, że zostawiam ich i idę do firmy. Odwrotu jednak nie miałem, sam przed sobą. Obiecałem, że wrócę wcześnie.
Już na korytarzu w firmie poczułem zapach kawy. Anka w sobotni ranek wyglądała zjawiskowo pięknie i bił od niej taki spokój, że aż na dłużej zatrzymałem na niej wzrok. Na dobitkę Anka stwierdziła: „Nie martw się, wiem, że potrzebujesz popracować w ciszy i samotności, nie będę nikogo łączyć, będę obok jakbyś czegoś potrzebował” i uśmiechnęła się tak, że naprawdę poczułem, że stoi na straży mojego spokoju.
Laptop, papieros, kawa. Kłębowisko myśli. Sprawa z Weroniką trwa grubo ponad miesiąc. Reaguję na nią cały czas równie mocno i zajęła jakiś kawałek mojego mózgu. Nie wiem dlaczego tak na nią reaguję, otacza mnie mnóstwo pięknych, zmysłowych i mądrych kobiet, które mnie adorują, kokietują, znam je nieraz od lat i lubię, ale nie burzą mojego spokoju i snu. 
Weronika tak działa, pomimo że nie znam jej zapachu, nie wiem czy jest mała, czy duża, gruba czy chuda. Jedyne co wiem to, że latem ma piegi na ramionach i kosmyki włosów na policzkach. Tyle między wierszami o sobie powiedziała, a ja nie pytam o nic więcej, bo czuję, że nie ma to znaczenia, a może bardzo się mylę? To nie jest tak, że nie chciałbym wiedzieć. Chciałbym bardzo, ale żeby to ona otworzyła się i opowiadała swoim pioruńsko zmysłowym głosem, który jest tak samo zmysłowy jak opowiada o codziennych sprawach.
Wiem, że są dwie drogi – mogę nigdy więcej nie odbrać od niej telefonu, Weronika nie będzie natrętnie dzwonić. Ale wiem, że nie zapomnę i zacznę niszczyć sam siebie i to co wokół mnie.
Druga droga jest teoretycznie prosta: zobaczyć, przekonać się, poczuć i odetchnąć ze spokojem. Jest jeszcze trzecia, która jest odnogą tej drugiej. A jeśli ją zobaczę i poczuję, że chcę ją mieć bliżej. Weronika poddaje się biegowi wydarzeń, nieraz ośmiela do zrobienia kroku naprzód, ale mam poczucie, że to ja decyduję co stanie się dalej. Raz w czasie rozmowy, kiedy zbliżyłem się do kolejnej granicy w naszych rozmowach, zaczęła mówić o mężu, o tym jak go kocha i o swojej samotności. Wtedy spytała, jakby nigdy nic, jak bardzo kocham swoją żonę, dzieci. Rozmawialiśmy jak para przyjaciół cieszących się wzajemnie z rodzinnego szczęścia i miłości. Ale jednak czułem, że jesteśmy nawet w tej surrealistycznej rozmowie coraz bliżej.
Jest druga storna medalu i mojego życia; córka, syn, żona, kilkanaście świetnych lat pomimo zmęczenia, moment kiedy właściwie można odcinać kupony i przestać aż tak bardzo się spieszyć, bo tyle już w życiu mamy, że pieprzyć tę dziką gonitwę. Tylko tyle robić ile daje frajdę i satysfakcję. Co by się stało gdyby nie było ich koło mnie? Nonsens.
Więc co dalej?
Jutro wsiądę w pociag relacji x-y i po 140 km spotkam Weronikę. A potem przez trzy godziny będę mgł słuchać jej głosu patrząc jej w oczy. Spotykamy się, bo mam Weronice pomóc zawodowo, a właściwie wspomóc ją projektem. Trochę biznes, trochę pomocna dłoń. Wiem, to pretekst, ale boli mnie każdy centrymentr skóry od tej sytuacji, dłużej tego nie wytrzymam.

ps. a w sobotnią noc znieczuliłem się jasiem wędrowniczkiem, który pozwolił w końcu spokojnie zasnąć


  • RSS